Archive for the ‘Archiwa z Wieczoru Wroc?awia’ Category

Prokurator poszuka

Tuesday, February 15th, 2005

BOLESŁAWIEC Samorządowcy nazwani agentami zgłoszą sprawę do prokuratury

Starosta Krzysztof Konopka, wicestarosta Cezary Przybylski i wiceprezydent Karol Stasik postanowili za pomocą prokuratury odnaleźć tych, którzy nazwali ich agentami. W zeszłym tygodniu w mieście pojawiły się plakaty z nazwiskami tych trzech bolesławieckich samorządowców. Nazwiska opatrzone były numerami z tak zwanej listy Wildsteina oraz dopiskiem: “agenci są wśród nas”.
- Jeżeli ktoś się czuje zniesławiony to może sam dochodzić swoich racji przed sądem z oskarżenia prywatnego – mówi prokurator Adam Zieliński. – Można się też zwrócić do Instytutu Pamięci Narodowej i tam ustalać prawdę.
Wszyscy trzej bohaterowie plakatów już zwrócili się do Instytutu po swoje teczki. Karol Stasik doniesienie o prokuratury już złożył. Cezaremu Przybylskiemu dokument już przygotowuje prawnik. Wicestarosta nie decyduje się na oskarżenie prywatne bo nie wie kogo oskarżyć. – To doniesienie głównie będzie miało na celu ustalenie sprawcy – mówi Przybylski.
- Złożyłem doniesienie, bo wierzę w skuteczność naszego wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania – mówi wiceprezydent. – Mam nadzieję, że dojdą do tego kto to zrobił, a jak dojdą to zastanowimy się co dalej.
- Uważam, że to na liście to nie moje nazwisko a z tych plakatów wynika, że właśnie o mnie chodziło – mówi wicestarosta. – Sprawę zgłaszam w obronie swojego dobrego imienia.
Karol Stasik ma podejrzenia co do sprawców ale, jak mówi, podejrzeniami podzieli się jedynie z prokuratorem. – Zajmę się tą sprawą i podejmę decyzję, czy są podstawy do wszczęcia postępowania z urzędu – mówi prokurator Zieliński

Autor artykułu: (BEŁ)

Karkonoski cudok

Tuesday, February 15th, 2005

KARPACZ Ponad 20 rodzajów pierogów przygotowano na tegoroczną trzecią już edycję Festiwalu Pierogów, który odbywa się w Chacie Karkonoskiej w Karpaczu. Oprócz tradycyjnych “ruskich” można tam spróbować pierogów z innymi rzadko spotykanymi nadzieniami, między innymi z kaszanką, bryndzą, bobem. Są też pierogi z nadzieniem wegetariańskim i pastą jajeczną.

- Po raz pierwszy na festiwalu serwujemy Cudok Karkonoski. Jest to pieróg gigant z farszem ziemniaczanym. Przepis na te doskonałe danie zdradził mi mój kolega pochodzący z Kaszub – mówi Jacek Musiał.
Festiwal pierogów potrwa do 27 lutego.

Autor artykułu: (RS)

Pupil, czyli tropiciel przestepców

Monday, February 14th, 2005

WLEŃ/JELENIA GÓRA Pies Kalif pomaga wleńskim policjantom rozwikłać zagadki kryminalne

Kalif pomagał szukać zaginionego mieszkańca Pilichowic oraz skradzionych figur z piaskowca w Kleczy. Na stałe służy w Służbie Ochrony Kolei. Wypożyczany jest policjantom. Jako jedyny w Polsce wybija pistolet w ręki

Pies tropiciel doprowadził z miejsca kradzieży figur piaskowych lwów z Kleczy do zabudowań w Łupkach. Policja wystąpiła do prokuratury o nakaz przeszukania budynku. – Kalif już nie po raz pierwszy wykazał się znakomicie – ocenili funkcjonariusze.
Około trzy tygodnie temu zaginął mieszkaniec Pilichowic, w gminie Wleń. Mężczyzna ma 40 lat i jest upośledzony umysłowo. Wyszedł z domu i już nie wrócił. Pies dwukrotnie doprowadził funkcjonariuszy do koryta rzeki Bóbr. Tam niestety ślad się urwał.
- Ciała nie odnaleźliśmy, może wypłynąć dopiero wiosną. Nie wykluczamy także, że mężczyzna przebywa gdzieś i nie zdaje sobie sprawy, że jest poszukiwany. Cierpiał na zaniki pamięci i padaczkę – mówi inspektor Zdzisław Mirecki z Komendy Powiatowej Policji w Lwówku.
Kalif, rasy owczarek niemiecki, ma 2 lata. Wyszkolenie go trwało rok. Należy do Rejonowego Oddziału Straży Ochrony Kolei w Jeleniej Górze. Jego opiekunem jest Mariusz Nowicki, który codziennie na szkolenie czworonoga poświęca 50 minut.
- Reaguje na proste komendy. Potrafi zatrzymać, przeszukać i zaatakować przestępcę – wymienia Mariusz Nowicki. Jak powiedział, agresywny tropiciel i obrońca podczas służby, w domu zamienia się w pupila 8-letniej córki Mariusza Nowiskiego, która się z nim bawi.
Jak mówią sokiści, Kalif jako jedyny pies w kraju atakuje dłoń z bronią, a nie skacze na całą postać przestępcy. Potrafi również wytrącić z ręki pistolet. Ponadto odkąd w pociągach jeździ razem z kontrolerami jest spokój. Ludzie się boją i nie wszczynają bójek.
- Najgorzej było wieczorami podczas weekendów. Młodzież jeździła grupami nie wykupując biletu. Teraz to się nie zdarza. Kalif czuwa wraz z kontrolerami, aby w pociągach był spokój, a podróżni byli bezpieczni – mówi Roman Najwer, komendant jeleniogórskiej straży ochrony kolei.

Autor artykułu: KATARZYNA WILK

To był pogrom

Monday, February 14th, 2005

Dzięki zespołowi Doral kłodzczanie mają koszykarskie święto. Ich zawodnicy wygrali z Arkadią Góra 166:58
W każdą sobotę, w którą Doral Nysa Kłodzko gra
we własnej hali, przychodzi kibicować swojej drużynie ponad
200 osób. Przedwczoraj koszykarze sprawili swoim fanom ogromną radość

N areszcie i my mamy sportowe emocje. Gdyby jeszcze naszym udało się wejść do II ligi, to byłby szczyt szczęścia – emocjonują się kibice. O rozgrywkach koszykarskich dyskutują w domach i pubach. Chodzą na mecze całymi rodzinami i dopingują swoich z całych sił.
Łatwa wygrana
Ostatni mecz rozstrzygnięty został już w drugiej kwarcie. Na przerwę doralowcy schodzili
z przewagą 41 punktów (75:47). Druga połowa to już wyłącznie gra pod kibiców koszykówki. Mogli oni zobaczyć w meczu z Arkadią efektowne wsady Łukasza Habratowskiego i „trójki” Tomasza Sularczyka, a także popisowe podania pod koszem przeciwnika, który był tylko tłem.
– Cieszę się, że jest w Kłodzku nowa hala, że można przyjść i popatrzeć na dobry mecz – powiedział w przerwie meczu Jerzy Didyk, wierny kibic koszykówki.
– Jeszcze dwa lata temu mecze ligowe, Doral musiał rozgrywać w malutkiej sali przy ul. Wandy. – Ten dzisiejszy mecz to raczej sparing bez dramaturgii, ale przyjemnie się patrzy na popisy naszych koszykarzy– dodaje.
Specjalnie dla swoich zawodników i kibiców w Kłodzku powstała drużyna chirliderek. Doping jest coraz głośniejszy
i lepiej zorganizowany.
Kłodzcy koszykarze emocje
i dramaturgię też potrafią swoim kibicom zapewnić. Tak było tydzień temu, gdy dopiero w ostatnich sekundach doprowadzili do remisu i w dogrywce pokonali Olimpię Legnica.
Czy wywalczą awans do II ligi?
Koszykówka od wielu już lat cieszy się olbrzymim zainteresowaniem w Kłodzku. W tym mieście po prostu kochają tę grę. Oprócz III-ligowego Doralu od ponad 10 lat działa Amatorska Liga Koszykówki, skupiająca ponad 20 drużyn.
Doral po raz drugi z rzędu wywalczy mistrzostwo III ligi. Już na cztery kolejki spotkań pierwsze miejsce w tabeli jest niemal pewne. Pozostaje pytanie, czy w tym roku uda się kłodzczanom wywalczyć upragniony awans do II ligi? O tym zdecyduje turniej w którym wezmą udział najlepsze trzecioligowe zespoły z całej Polski. Kibice, działacze i zawodnicy Doralu chcieliby zostać w tym roku organizatorem takiego turnieju.
Kolejny ligowy mecz zespół Czesława Radwańskiego zagra w sobotę, 26 lutego, z MKS Wrocław.

Autor artykułu: Romuald Piela

Okrakiem na etatach

Monday, February 14th, 2005

ZGORZELEC Szefowie rad pracują w dwóch miejscach, w tym w szkołach, podczas gdy młodzi nauczyciele są bezrobotni

Dwudziestu młodych nauczycieli poszukuje zatrudnienia przez Powiatowy Urząd Pracy w Zgorzelcu. Szanse mają małe, bo doświadczeni nauczyciele i zarazem radni pracują w dwóch miejscach i nie mają zamiaru ustąpić im miejsca.

Przykładów nie trzeba szukać długo. Dyrektor Miejskiego Domu Kultury w Zgorzelcu, wiceprzewodniczący rady powiatu zgorzeleckiego Radosław Baranowski do biednych nie należy. W oświadczeniu majątkowym przyznał się do 75 tys. zł rocznych dochodów, 16 tys. zł rocznie diety radnego, mieszkania własnościowego wartego 150 tys. zł, domu w budowie wartości ok. 180 tys. zł i do tego… 8/18 etatu nauczyciela historii i wiedzy o społeczeństwie w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych przy ul. Powstańców Śląskich w Zgorzelcu.
Inny przykład: Krystyna Komsta, wiceprzewodnicząca rady miasta, powiatowy rzecznik praw konsumentów i jednocześnie nauczyciel historii na 11/18 etatu w tej samej szkole, co Radosław Baranowski.

Taka potrzeba
Dyrektor ZSP Jolancie Szamańskiej zupełnie jednak nie przeszkadza, że niektórzy nauczyciele właściwie u niej chałturzą, bo prawdziwe pieniądze zarabiają gdzie indziej. – To nawet lepiej, że pracują w samorządzie – mówi Jolanta Szymańska. – Dzięki temu, ucząc takich przedmiotów jak historia i wiedza o społeczeństwie, mogą przekazywać młodzieży praktyczną wiedzę na temat samorządu lokalnego – tłumaczy dyrektorka.
Sami nauczyciele także nie widzą w tym, nic złego. Radosław Baranowski stanowczo twierdzi, że jego praca w szkole w żaden sposób nie koliduje z funkcją dyrektora MDK. – Tu mój czas pracy jest nienormowany i mogę zaręczyć, że poświęcam go znacznie więcej niż ustawowe 8 godzin dziennie – deklaruje. – Jak dotąd nie słyszałem też o problemach młodych nauczycieli historii ze znalezieniem pracy, wobec tego nie widzę żadnego problemu – twierdzi Radosław Baranowski.
Wyjaśnia też, że jego umowa nie jest stała. – Co roku zgłaszam swoją gotowość do podjęcia pracy w szkole i co roku, jeśli jest taka potrzeba, jestem zatrudniany – tłumaczy.

Już nie wróci
Tymczasem Powiatowy Urząd Pracy w Zgorzelcu poszukuje miejsc pracy dla 20 młodych nauczycieli. To ci, którzy zdecydowali się wrócić do Zgorzelca po studiach. Wielu jednak nie wraca, albo krótko po powrocie wyjeżdża. Tak jak Rafał z niewielkiej miejscowości pod Zgorzelcem. Przez rok po skończeniu Uniwersytetu Zielonogórskiego szukał pracy właśnie jako nauczyciel historii. Znalazł w Lubaniu, na 1/3 etatu. Dwa dni w tygodniu dojeżdżał do pracy po 30 km za ok. 700 zł miesięcznie. Po roku zrezygnował. Od października pracuje w gimnazjum w Legnicy. – To przypadek, że znalazłem tam pracę – mówi Rafał. Raz na dwa tygodnie przyjeżdża do rodziców na weekend. Już nie chce tu wrócić.

Szukają pracy
Bezrobotni nauczyciele zarejestrowani w Powiatowym Urzędzie Pracy w Zgorzelcu:
- chemia – jeden
- historia – jeden
- język obcy – jeden
- język polski – dwóch
- matematyka – jeden
- muzyka – jeden
- religia – jeden
- wychowanie fizyczne – jeden
- nauczanie początkowe – czterech
- nauczyciel przedszkola – siedmiu
- pedagog szkolny – jeden

Autor artykułu: Janusz Pawul

Nie zgasili Naftana

Monday, February 14th, 2005

Pierwszoligowiec z Białorusi lepszy od Miedzi

Pierwszej sparingowej porażki w zimowym okresie przygotowawczym doznali w niedzielę piłkarze Miedzi Legnica. Podopieczni trenera Grzegorza Kowalskiego ulegli 0:1 (0:0) pierwszoligowcowi z Białorusi Naftanowi Nowopołock, tracąc gola w 58 min spotkania.
- Przykro, że nasi nie chcieli grać w piłkę. Może po tej przegranej, zejdą na ziemię – tak mecz w Dzierżoniowie skomentował Zbigniew Kajdan, dyrektor Miedzi.

MIEDŹ LEGNICA 0
NAFTAN NOWOPOŁOCK 1
do przerwy: 0:0.
MIEDŹ: Golba – Ziajka, Odrzywolski, Połubiński, Mójta, Pasiut, Majka, Kłak, Zieliński – Panik, Robak.
Grali także: Jurcik, Wawreńczuk, Jabłoński, Kotlarski, Murat, Guła, Flisowski.

Autor artykułu: (im)

Biły się zespołowo

Monday, February 14th, 2005

W gorącej atmosferze lubinianki nie poddały się presji

Mecz w Koszalinie był niezwykle ważny dla obu drużyn. Wygrana dawała gospodyniom teoretyczne szanse nas walkę o miejsce w play off. Natomiast Zagłębie chciało za wszelką cenę udowodnić, że jest w stanie wygrywać. Lubinianki przerwały serię sześciu zwycięstw AZS, który po wzmocnieniu składu miał znakomita passę.
- Atmosfera w hali była rzeczywiście bardzo gorąca. Widać, że tamtejszym kibicom, działaczom i drużynie bardzo zależy na utrzymaniu ekstraklasy – powiedziała Bożena Karkut, trenerka Zagłębia.
Lubińska siódemka nie dała się jednak zastraszyć. Wytrzymała presję, zagrała bardzo dobrze, przede wszystkim zespołowo i walecznie. Ciężar zdobywania goli rozłożył się na wszystkie zawodniczki, tym razem trafiała z drugiej linii też Natalia Ciepłowska. Gole z gry i karnych zdobywała również Jelena Kordić. Zagłębie już w I połowie prowadziło z przewagą trzech goli (10:7 w 20 min), ale decydujący dla ostatecznego wyniku był kwadrans po przerwie.
- Zagrałyśmy przede wszystkim bardzo skutecznie w obronie. Kilka ważnych piłek obroniła Sabina Kubisztal i dzięki temu zdobyłyśmy przewagę, którą w końcówce gospodyniom nie udało się już odrobić – powiedziała Bożena Karkut. W 40 min lubinianki prowadziły 19:16, a w 47 nawet 25:19. Potem inicjatywę przejęły gospodynie wspierane dopingiem ponad 800 widzów, ale prowadzenie Zagłębia nie było zagrożone.
- Nasza drużyna zagrała bardzo zespołowo i rozsądnie w tej końcówce, choć wykluczenia dla nas i ostra gra podkręcała atmosferę. Dziewczyny jednak nie dały już sobie odebrać bramkowej przewagi. To bardzo mnie cieszy, że pokazały taką ambitną, zespołowa grę – powiedziała Bożena Karkut.

AZS Koszalin 28
Zagłębie Lubin 30
do przerwy: 14:13
AZS: Pabich, Janko – Pociecha 7, Hauzer, Sudnik 0, Szostakowska 0, Dworaczyk 5, Skipor 0, Tałaj 4, Chmiel 1, Kobyłecka 2, Jeż 5, Kuraś 0, Jędrzejczak 4. Kary: 12 min. cz. k. Jędrzejczak (58 min)
Zagłębie: Kubisztal, Ćwirko – Ziółkowska 0, Sztefan 5, Daszewska 0, Romańczukiewicz 2, Semeniuk 2, Kot 4, Kordić 5, Jakubowska 4, Ciepłowska 4, Jacek 2, Krynicka 0, Orzeszka 2. Kary: 14 min. Cz. k. Ciepłowska (51 min)

Autor artykułu: (SKI)

Jednostronne derby

Monday, February 14th, 2005

Zagłębie dominowało i nie pozostawiło złudzeń Chrobremu

Tylko przez pierwszy kwadrans pojedynku w Lubinie mogło się wydawać, że męskie dolnośląskie derby będą zaciętym, wyrównanym spotkaniem. Wyniki oscylował wokół remisu, lecz od stanu 6:4 gospodarze zdobyli cztery gole i od stanu 10:4 powiększali spokojnie przewagę.
- Wyciągnęliśmy wnioski z poprzednich meczów Chrobrego i zagraliśmy wysoką obroną. Adam Steczek zupełnie wyłączył w ataku Michała Jureckiego, który ostatnio zdobywał najwięcej goli dla głogowian i to przyniosło efekt – powiedział Dariusz Bobrek, drugi trener Zagłębia.
Chrobry rzeczywiście nie radził sobie z taką agresywna obrona Zagłębia, ale trzeba przyznać, że gospodarze zagrali niemal bezbłędnie. Skuteczny był znowu Tomasz Kozłowski, który strzelił aż 14 goli dla lubinian, w tym dziewięć z gry, a pięć z rzutów karnych.
- Nie mieliśmy atutów w tym pojedynku. Zabrakło goli z kontrataków, a w ataku pozycyjnym przy takiej agresywnej obronie strasznie się męczyliśmy. Poza tym zawiedli nasi bramkarze, a w bramce Zagłębia świetnie bronili golkiperzy rywali – powiedział Jarosław Cieślikowski, trener Chrobrego.

Zagłębie Lubin 35
Chrobry Głogów 23
do przerwy: 15:8
Zagłębię: Ligarzewski, Świrkula, Ferst, Woźny – Kozłowski 14, Kubisztal 7, Orzłowski 2, Stankiewicz 2, , Niedośpiał 3, Paluch 0, Steczek 1, Tomczak 1, Jaszka 2, Frąszczak 3. Kary: 12 min
Chrobry: Pitoń, Rak – B. Jurecki 8, Kuta 5, Korus 0, Różański 3, Łuczyk 0, Marciniak 0, M. Jurecki 0, Świtała 2, Piotrowski 3, Konrad 0, Piwko 2. kary: 12 min. Cz. k. Korus (48 min z gradacji)

Autor artykułu: (SKI)

Zapraszać, a nie wzywać

Friday, February 11th, 2005

Jak nauczyciele powinni współpracować z rodzicami

Uczniowie z Gimnazjum nr 1 wstawili wczoraj spektakl “Trędowaty bo niekochany” – o tym, że ani pieniądze, ani sława nie gwarantują w życiu szczęścia. Przedstawienie obejrzeli nauczyciele i rodzice, którzy wzięli wczoraj udział w konferencji “Partnerstwo w wychowaniu”.

Przez cały dzień w 18 Gimnazjum przy ulicy Kłodnickiej trwała dyskusja o tym, jak skutecznie współpracować z rodzicami. – Wszystkim nam zależy na dobru dzieci. Na tym, żeby wyrosły na dobrych ludzi. Rodzice znają swoje pociechy, a nauczyciele przez lata przygotowują się do pracy wychowawczej. Wiedzą jak rozwiązywać problemy. Żeby odnieść sukces, trzeba połączyć siły – tłumaczy Lilla jaroń, dyrektor wydziału edukacji.
Elżbieta Kaszewiak w swoim wykładzie “Rodzice i szkoła – partnerzy w wychowaniu” stwierdziła, że nauczyciele powinni zmienić swoje podejście do rodziców. Nie traktować zebrań jako zło konieczne. – Trzeba zacząć o tego, by nie wzywać rodziców do szkoły, a grzecznie ich zapraszać na rozmowę dotyczącą dziecka – skwitowała Lilla Jaroń.

Autor artykułu: (CIA)

Pacjencie, broń się sam

Friday, February 11th, 2005

Rozmowa z dr Ryszardem Frankowiczem, prezesem stowarzyszenia Obrony Praw Pacjenta

- Ile Pan dziennie odbiera telefonów od ludzi, którzy czują się pokrzywdzeni przez służbę zdrowia?
- Kilkadziesiąt. W ciągu prawie dziesięciu lat działania stowarzyszenia zdokumentowaliśmy ponad 35 tysięcy zdarzeń.
- Co z nich wynika?
- To, co najbardziej dolega naszej służbie zdrowia. Wbrew powszechnej opinii, wcale nie są to błędy w sztuce lekarskiej. Według naszych statystyk, największym problemem jest niedbalstwo i związany z nim stan sanitarny szpitali. Szacuje się, że 30 proc. pacjentów ulega zakażeniom wewnątrzszpitalnym. Z nich wynikają różne powikłania, czasem też zakończone zgonem. Pobyt w szpitalu jest po prostu dla pacjenta niebezpieczny. A to już nie jest wina lekarzy. Co z tego, że dobrze wykonali swoją pracę, operacja się udała, skoro chory zakaził się gronkowcem i zmarł? Co z tego, że dziecko urodziło się zdrowe, jesli na skutek zakażenia w szpitalu zostało okaleczone do końca życia? Za taką sytuację nalezy winić dyrektorów placówek oraz służby sanitarne. Dyrektorzy nie zgłaszają do Sanepidu wszystkich przypadków zakażeń, chociaż mają taki obowiązek, Sanepid nie reaguje.
- Jednak błędy w sztuce lekarskiej zdarzają się chyba dość często. Nieustająco się słyszy o operowaniu zdrowej nogi, zamiast chorej, zaszywaniu w ciele pacjentów różnych przedmiotów, itp.
- Oczywiście, jest grupa lekarzy nieudaczników, którzy krzywdzą pacjentów. Ale to w rzeczywistości wąska grupa. Należałoby ją eliminować z zawodu. Samorządy lekarskie, zamiast karać upomnieniami czy naganami, powinny mieć prawo odebrania takim lekarzom specjalizacji. Problem by się rozwiązał. Szkoda, że samorządy nie tylko nie mają takich możliwości, ale i nie chą ich mieć. Mimo to, uważam, że za bardzo egzaltujemy się takimi przypadkami. To nie jest sedno problemu.
- Stowarzyszenie pomaga pokrzywdzonym pacjentom i ich rodzinom w walce przed wymiarem sprawiedliwości. Czy to droga przez mękę?
- Mamy sporo zwycięstw, ale i też mnóstwo porażek, związanych z procesami sądowymi. Nie chodzi tylko o przegrane sprawy, ale o to, jakie kwoty zasądzane są jako zadośćuczynienia lub odszkodowania. Trudno słuchać spokojnie wyroku, w którym sąd uznaje, że za śmierć 14-letniego dziecka przy laparoskopii rodzice mają dostać 50 tysięcy zł. Trudno doszukać się sprawiedliwości, skoro w jednym sądzie dziewczyna, której wycięto przez pomyłkę zdrowy jajnik dostaje 70 tys. zł, a w drugim – 10 tys. zł. Z tym, że w tej drugiej sytuacji kobiecie wycięto oba jajniki!
- Może trzeba się cieszyć, że w ogóle udaje się wygrywać tego typu sprawy?
- Zawsze będę twierdził, że zasądzane kwoty nie mogą być niższe niż na Zachodzie. Nasz pacjent jest takim samym człowiekiem, nie widzę powodu, by jego zdrowie czy życie miałoby mieć inną cenę. Tymczasem ma ją znacznie niższą. Nasz pacjent zdecydowanie nie jest w Europie. Tym bardziej to oburza, że polskie szpitale są ubezpieczone na duże kwoty. Godziwe odszkodowania nie zaszkodziłyby ich istnieniu.
- Jaką sprawę uważa Pan za największe zwycięstwo?
- Kiedyś w dwóch polskich ośrodkach wszczepiano dzieciom druty do kręgosłupa, lecząc w ten sposób skoliozę, a tak naprawdę je okaleczając. Wygraliśmy 150 tys. zł odszkodowania i dożywotnią rentę dla dziecka. Udało się nam udowodnić, że druty nie miały atestów i nie były – jak twierdzono, szwedzkim superwynalazkiem. To jeden z większych sukcesów.
- Pan także jest lekarzem. Jak to się stało, że występuje Pan przeciwko własnemu środowisku, uznawanemu za wyjątkowo solidarne? Czy to pieniactwo, czy niebywała odwaga?
- Za pieniacza się nie uważam, bo stowarzyszenie angażuje się tylko w uzasadnionych sytuacjach. Przysięgi Hipokratesa nie składałem na wierność środowisku, ale na wierność pacjentowi. Dla mnie to jego dobro jest nadrzędne. Co do solidarności zawodowej lekarzy: rzeczywiście jest ona ogromna. Jednak coraz częściej się zdarza, że to właśnie lekarze zgłaszają do nas różne nieprawidłowości. Nie występują przeciwko swoim kolegom, ale przeciwko placówkom, w których pracują i w których wiele rzeczy widzą. Jeszcze nie robią tego otwarcie, jeszcze się boją, ale to także kiedyś się zmieni.
- Dziękuję za rozmowę

Autor artykułu: Alicja Giedroyć