BOLESŁAWIEC Pięć dni bolesławiecka poczta potrzebowała by dostarczyć list z jednej ulicy na drugą
- Mam taki zwyczaj, że nie chodzę tam, gdzie nie jestem zapraszany – mówi Jan Paździora. – Nie byłem na obchodach 60-lecia powrotu ziem zachodnich do macierzy, bo nie dostałem zaproszenia. To znaczy dostałem je, ale dopiero w poniedziałek. Uroczystości odbywały się w sobotę.
W zeszłą środę, 9 lutego organizator obchodów, Muzeum Ceramiki, wysłało zaproszenie do radnego Jana Paździory. Znalazł je w skrzynce 14 lutego, w poniedziałek i to po południu. Na kopercie jest data stempla pocztowego. Wewnątrz było zaproszenie.
Grzesznik mimo woli
- Zależało mi na tym, żeby być na tych uroczystościach – mówi adresat. – Tam gdzie mnie nie zapraszają to nie idę, bo nie chcę się źle czuć. Teraz mogą koledzy pomyśleć, że lekceważę taką uroczystość. Stałem się grzesznikiem nie z własnej woli.
Maria Tumiłowicz, naczelnik bolesławieckiej poczty w pierwszej chwili chyba nie uwierzyła w historię Jana Paździory. – Musiałabym to zobaczyć, zbadać sprawę, nie wiadomo, czy dostał ten list w poniedziałek.
Długa tajna trasa
Zaproszenie Muzeum Ceramiki w drogę wyruszyło w środę. Tego też dnia dotarło z ulicy Kutuzowa, gdzie kopertę zaklejono, na poczte główną przy ulicy Kaszubskiej, czyli pokonało około kilometrową odległość na nogach pracownika muzeum.
Tego też dnia koperta została ostemplowana. Mimo naszych starań nie udało się dowiedzieć, co działo się z nią od środy do poniedziałkowego ranka, kiedy to trafiła w ręce listonosza, który z ulicy Kaszubskiej zaniósł ją na Jana Pawła (około 2 km). Poczta strzeże informacji na temat tego, co działo się z kopertą – Takich informacji nie udzielę, to są tajemnice wewnętrzne – stwierdziła Maria Tumiłowicz.
Zgodnie z regulaminem
Choć Jana Paździorę podobnie jak nadawców koperty poczta zaskoczyła, to okazuje się, że przesyłka doszła zgodnie z pocztowymi regulaminami. List bez naklejki “priorytet” (a tak właśnie wysłano zaproszenia) to tak zwany list ekonomiczny, który według reguł jest doręczany do trzeciego dnia od nadania. W przypadku zaproszenia dniem pierwszym był czwartek. – Piątek to drugi dzień, sobota i niedziela nie liczy się, czyli 14 (poniedziałek) to jest dzień trzeci – wyliczyła dla nas naczelnik poczty. – Zmieściliśmy się w terminie.
Oszczędność niepopłaca
Pracownik Muzeum dotarł na pocztę z zaproszeniami w środę przed godziną 16. – Spytał, czy jeżeli poczta pójdzie priorytetem to dotrze na czwartek – mówi dyrektor Muzeum, Anna Bober-Tubaj. – Pani powiedziała mu, że na czwartek nie, ale dotrze na piątek. Poinformowała go też, że skoro to przesyłka miejscowa, dotrze na pewno i nie trzeba priorytetu. Pracownik podjął decyzję, że puszcza zaproszenia normalnie, bo nie chciał wydawać więcej pieniędzy niż trzeba.
Muzeum mogło oczywiście wcześniej wysłać zaproszenia, ale zwykle docierały w terminie. Nieoficjalnie dowiedzielismy się jednak, że program obchodów ustalono ostatatecznie w urzędzie miasta dopiero w środę rano.
- W latach 60 list z Wadowic do Bolesławca dostawałem następnego dnia po wysłaniu, jak wprowadzili kody w latach 70 to było o dzień dłużej – mówi Jan Paździora. – Człowiek wiedział na czym stoi a dziś nie ma reguły.
Autor artykułu: Bernard Łętowski