Archive for December, 2003

Wieczory dla zakochanych

Thursday, December 11th, 2003

Przychodzą do niego zakochani i mówią: Chcemy się pobrać. A on im na to: Po moim trupie!

- Mówię im prosto z mostu: Ja do tego ślubu nie dopuszczę! No, chyba że mi pokażecie, jak bardzo wam zależy na małżeństwie – mówi z chytrą miną ks. Stanisław Orzechowski, zwany powszechnie “Orzechem”.

Dialogi antymałżeńskie

Podejście księdza podoba się młodym ludziom. Na prowadzone przez niego “Dialogi małżeńskie” trzeba zapisywać się z dużym wyprzedzeniem, bo są kolejki. Dialogi, to nowoczesne kursy przedmałżeńskie, na których pary uczą się ze sobą rozmawiać. Dlaczego do lamusa odchodzą tradycyjne wykłady prowadzone przez proboszczów? – Bo młodzi ludzie są zmęczeni. Patrzę na znużone, studenckie gęby i widzę, że zasypiają. Więc żartuję, prowokuję, nawet trzasnę pięścią w stół. Każę im ze sobą rozmawiać, bo rozmowa jest w małżeństwie najważniejsza – mówi ks. Orzech. Dialogi prowadzą także ojcowie dominikanie. U nich spotkania nazywane są “Wieczorami dla zakochanych”. – Rozmawiamy tu o wszystkim: czym jest dla nas przysięga małżeńska, jak będziemy wychowywać dzieci, co myślimy o seksie przedmałżeńskim – mówi Adam Marczak. Kameralnej atmosferze spotkań sprzyjają świece, kawa i ciasto. Nie wszyscy jednak biorą po ślub. – Gdy jedna na dwadzieścia par się rozstaje, to dla nas dowód, że “Wieczory” są dobrze prowadzone – stwierdza ojciec Maciej. – Ja specjalnie zniechęcam ludzi do małżeństwa. Studenci uważają, że prowadzę nie małżeńskie, lecz antymałżeńskie dialogi. Przejdą je tylko najwytrwalsi – śmieje się ks. Orzech.

Zmieniła narzeczonego

Kasia Jedlikowska planowała ślub z Tomkiem. “Dialogi” miały być tylko formalnością, upewnieniem się, że dokonała właściwego wyboru. – Nagle okazało się, że on po studiach wyjeżdża na Madagaskar, podczas gdy ja marzyłam o domu i dzieciach – mówi Kasia. Rozstali się po dwóch latach. Nowego narzeczonego też zaprowadziła na “Dialogi”. – Sebastian przeszedł je cudownie. Pasujemy do siebie jak ulał. W maju bierzemy ślub! – cieszy się Kasia. Czasami podczas “Dialogów” dochodzi do awantur. Poglądy narzeczonego bywają dla drugiej strony szokiem. – Bywa, że dziewczyna czy chłopak krzyczy, płacze, chce wychodzić. Uspakajam ich wtedy, proszę, żeby ochłonęli. Zwykle skutkuje – mówi ks. Orzech.

“Dialogi” trwają dwa miesiące. Spotkania odbywają się raz w tygodniu. Potem kursanci jadą do domu rekolekcyjnego księży klaretynów w Krzydlinie Małej. Tam kończy się kurs. – Mógłbym powiedzieć zakochanym: Podialogujcie sobie w akademiku, ale ja dobrze wiem, czym by się takie dialogi skończyły! A jak ich wywiozę, to wiem, że na tym wyjeździe skorzystają – mówi ks. Orzechowski. Na “Dialogi” zapisują się do niego różne osoby. – Również niewierzący i osoby żyjące w konkubinacie. Ostatnio miałem tu mahometanina i obcokrajowców, którzy w ogóle nie znali polskiego. Prosiliśmy o pomoc tłumaczy – wyjaśnia ks. Orzechowski. Duchowny przyznaje, że po 25 latach “praktyki” wystarczy mu rzut oka, aby wiedzieć, czy ludzie naprawdę się kochają. – Gdy mam co do tego wątpliwości, zapraszam delikwenta do spowiedzi. Siadamy sobie wygodnie przy stole i rozmawiamy – mówi duchowny. Każda taka rozmowa kończy się przypomnieniem: Jeżeli kiedyś w małżeństwie będzie źle się działo, trzeba znowu przyjść. Dla małżeństw też są prowadzone specjalne spotkania.

Autor artykułu: Katarzyna Wójtowicz

2,70 zł za godzinę!

Thursday, December 4th, 2003

Radni są oburzeni proponowanymi przez miasto opłatami za parkowanie. Chcą niższych stawek niż były dotychczas.

- Dziś zaproponujemy prezydentowi , żeby zmienił stawkę bazową za parkowanie w centrum na 2,70 zł za godzinę – powiedział Paweł Kocięba-Żabski po spotkaniu radnych z Klubu Obywatelskiego.

Spotkanie radnych tego klubu zakończyło się późnym wieczorem. Klub Obywatelski to bezpośrednie zaplecze polityczne prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Radni długo dyskutowali. Na piątowej sesji muszą podjąć decyzję, ile będą płacić kierowcy za parkowanie w płatnych strefach.
Prezydent w projekcie uchwały proponuje, żebyśmy w strefie szerokiego centrum miasta płacili za pierwszą godzinę 3 zł, za drugą – 3,6 zł, a za trzecią – 4,2 zł. Ustawa o drogach zaleca, żeby przez pierwsze trzy godziny opłaty rosły. Dopiero przy czwartej i następnych cena wraca do stawki podstawowej.

Sławomir Najnigier, wiceprezydent, w imieniu prezydenta miasta złożył taki właśnie projekt, w którym przyjął najwyższe z możliwych stawki opłat za określone godziny postoju.

- To wymusi większą rotację aut w centrum, ceny nie są za wysokie – wiceprezydent Najnigier jak lew bronił swojego pomysłu dwa dni temu, na spotkaniu z dziennikarzami. Nie przemawiały do niego żadne argumenty.

Wczoraj skontaktowaliśmy się z 40 radnymi miejskimi zadając im pytanie, czy przegłosują uchwałę z tak wysokimi opłatami. – To poważny dylemat – stwierdził Marek Mutor z Prawa i Sprawiedliwości. – Tę uchwałę trzeba w piątek podjąć, bo bez tego niemożliwe jest pobieranie opłat. Ale ceny podane w projekcie są za wysokie. Kogo będzie na to stać?

Część klubów już zdecydowała, że będą żądać innych niż proponowane opłaty. Tradycyjnie przeciwna jest opozycja. Jednak nic nie wskóra, jeśli prezydenta poprą radni Klubu Obywatelskiego oraz PiS-u. Tymczasem wczoraj radni KO nie tylko nie poparli swojego prezydenta, ale zaproponowali nawet obniżenie pierwszej, podstawowej opłaty do 2,7 zł za godzinę. – Sprawdziliśmy. My i Poznań żądalibyśmy najwyższych w kraju opłat – mówi Kocięba-Żabski. – Tak być nie może.

Od poniedziałku kierowcy nic nie płacą za parkowanie w centrum i na ulicach. To wynik późno wprowadzonej nowej ustawy o drogach. Wrocław już i tak przespał tydzień i wyznaczył posiedzenie rady na piątek. A bez nowej uchwały opłaty nie będą pobierane.

Paweł Kocięba – Żabski, szef Klubu Obywatelskiego. 12 radnych KO torpeduje pomysł drakońskich opłat wiceprezydenta Sławomira Najnigera

Autor artykułu: Rafał Suś

Basie piękne i troskliwe

Thursday, December 4th, 2003

Basia-żyrafa i Basia-wydra obchodzą dzisiaj swoje święto w zoo.

- Oprócz imienin, nasza Barbara z długą szyją ma dzisiaj trzecie urodziny – mówi dyrektor Antoni Gucwiński, który kieliszkiem szampana uczcił solenizantki – czworonogie Basie. – Dostanie dzisiaj smakowitą gałąź akacji. A Basia-wydra… no, ta wzorowa matka, w prezencie dostanie pysznego pstrąga.

- Nie powinno się nadawać zwierzętom ludzkich imion, bo kiedy opiekunowie wołają “Basia”, to oprócz żyrafy ogląda się kilka pań – mówi z uśmiechem dyrektor Gucwiński. – Ale pracownicy mają taki zwyczaj i nie da się tego zmienić – dodaje Hanna Gucwińska.
Dzisiaj swoje święto mają wszystkie Barbary – a więc także “Barbórki” z wrocławskiego zoo.

Barbara na metry

- Ta trzyletnia żyrafa już zaczyna oglądać się za chłopcami – mówi Antoni Gucwiński. Dyrektor wyciąga rękę z kieliszkiem szampana. Basia podchodzi na swoich smukłych nogach powoli i z wdziękiem prawdziwej damy. Obwąchuje musujący płyn, cały czas obserwując otoczenie spod długich rzęs. – No chodź, Basiu, chodź – mówi pieszczotliwie dyrektor. I kusi żyrafę smaczną marchewką. – Trzeba uważać, bo żyrafy są bardzo płochliwe, a i kopnąć mogą.

Basia artystka

Druga solenizantka z wrocławskiego ogrodu – wydra Basia – ma teraz na głowie mnóstwo zajęć związanych ze swym macierzyństwem. Pięć tygodni temu urodziła trzy malutkie wydrzątka. – Basia to wzorowa matka. Jedyna wydra w powojennej historii zoo, która rodzi w niewoli – opowiada dyrektor Gucwiński. – Jej dzieci trafiły już do wielu ogrodów zoologicznych w Europie.

Basia ma 6 lat. Urodziła się na wolności, w Bieszczadach, ale matka ją porzuciła. Maleńką wydrą zaopiekowało się małżeństwo z Krakowa. Potem trafiła do tamtejszego ogrodu zoologicznego. Pracownicy krakowskiego zoo nie dali jej szans założenia rodziny. Stwierdzili, że wydra wychowana w niewoli będzie pozbawiona instynktu macierzyńskiego. Potem wydra trafiła do Wrocławia. Tu okazała się nie tylko wspaniałą i troskliwą matką, ale także żądną przygód podróżniczką.

Wydra na gigancie

Po przyjeździe do Wrocawia Basia ujawniła swój temperament.
- Rok temu poluzowała się jedna z desek w ogrodzeniu wybiegu dla wydr i Basia – razem z potomstwem – wydostała się na wolność. Przeszukaliśmy cały teren, jednak po wydrach nie było śladu. Zmartwiliśmy się, bo zniknięcie Basi było dla nas wielką stratą – wspomina Antoni Gucwiński. – Ale po kilku dniach, w nocy, wydra sama “zameldowała się” przy bramie ogrodu. Jak gdyby nigdy nic, po prostu weszła na portiernię. Małym też nic się nie stało. Matka – zanim wyruszyła “na gigant”, ukryła je bezpiecznie w norze na terenie zoo. I wszystko dobrze się skończyło. Ale gdzie Basia spędziła te kilka dni – nikt z nas nie wie.

Wszystkim Barbarom – także tym z wrocławskiego Ogrodu Zoologicznego – w dniu ich święta życzymy wszystkiego najlepszego.

Dzieci Basi

Trzy malutkie wydry przyszły na świat pięć tygodni temu. Zwierzaczki rodzą się bardzo małe i nieporadne, ale błyskawicznie rosną. Teraz maleństwa mają już około 30 cm – są grube i zdrowe. Prawdopodobnie to dwa samczyki i jedna samiczka. Nie mają jeszcze imion. Wczoraj po raz pierwszy zostały na chwilę zabrane od mamy. Były zaskoczone, ale i zaciekawione.

Wydry za szkłem

Już w przyszłym roku we wrocławskim Ogrodzie Zoologicznym zwiedzający będą mogli podziwiać wydry pod wodą. Zostanie wybudowany specjalny basen ze szklaną ścianą. Dzięki temu będzie można podziwiać podwodne harce i zabawy wydrzego stadka.

Autor artykułu: Beata Jackowska